Ignacy Schreiber - Ściąga w praktyce szkolnej


      Od niepamiętnych czasów były nierozerwalnym elementem szkolnej rzeczywistości. Przybierały różne formy i stopnie wyrafinowania, jednak zawsze były pewną niedozwoloną namiastką wiadomości, mającą pokryć brak wiedzy lub umiejętności przed czynnikami uprawnionymi do sprawdzania ich zasobu. O czym mowa? Co kryje się za tą zawiłą definicją? Odpowiedź nie powinna nastręczać większych problemów. Chodzi oczywiście o popularną ściągę.
       Często miewamy wrażenie, iż jest ona wynalazkiem naszych czasów, jest to jednak przeświadczenie w zupełności błędne. Jeśli jednak niewzruszenie trwamy przy tym twierdzeniu to ze stanu idealizacji czasów minionych powinna wyprowadzić nas książka Ignacego Schreibera pt. Ściąga w praktyce szkolnej. Została ona wydana w roku 1938 w Krakowie i już sam sugestywny tytuł w połączeniu z datą wydania powinien nam uświadomić, iż jak napisano w pierwszym zdaniu, ściąga rzeczywiście od niepamiętnych czasów była elementem szkolnej rzeczywistości. Również jej zasięg przestrzenny nie był niczym ograniczony. Jak stwierdza autor ściągi można spotkać wszędzie od najniższych do najwyższych zakładów szkolnych, w rękach uczniów zdolnych i niezdolnych, pilnych i leniwych. To właśnie wspomniana powszechność występowania ściąg powinna stanowić o tym, jak wielce istotnym są one elementem życia szkolnego. Istotnym, lecz jednocześnie na pewno wstydliwym, dlatego też lekceważonym przez naukę. Tym większą wartość ma opisywana praca Ignacego Schreibera.
      Rozprawa jego autorstwa zawiera pełną analizę zjawiska nazywanego popularnie ściąganiem. Już w pierwszym rozdziale autor skupia się na bezsprzecznym meritum problemu usiłując określić przyczyny ściągania. Stwierdza on mianowicie, iż ściąga pojawiała się wszędzie tam, gdzie istniała ocena ucznia, nawet najbardziej utajona. Co ciekawe jest tutaj rzeczą w zupełności nieistotną, czy dana ocena ma jakiekolwiek znaczenie praktyczne. Wszędzie gdzie pojawia się ocena w jej cieniu poczynają piętrzyć się stosy ściąg. Jest to spostrzeżenie o znaczeniu bezsprzecznie fundamentalnym, gdyż chłodna analiza swojej szkolnej przeszłości dokonana przez każdego z nas z pewnością doprowadzi to takiej właśnie konkluzji. Wystarczy, iż nauczyciel stwierdzi, że dane ćwiczenie wykonywane jest na ocenę, a już w klasie można zauważyć nagłe pobudzenie. Schreiber zwraca uwagę na wielki stres będący udziałem uczniów w czasie lekcji. Podkreśla również znaczenie pozaszkolnych czynników stres ów potęgujących. Wszystko to prowadzi do ryzykownej w moim zdaniu konkluzji, iż każda istota ma prawo do obrony przed czynnikami, które ją niszczą. Ściąga jest ustaloną i tradycyjnie renomowaną samoobroną ucznia.  W tym miejscu wielu osobom zapali się zapewne symboliczne czerwone światło. Bo czy rzeczywiście można uznać ściągę, za ustaloną formę samoobrony ucznia? Wątpliwości budzi w szczególności termin samoobrona. Czy szkoła rzeczywiście jest polem bezustannej bitwy pomiędzy uczniem, a nauczycielami? Trudno kwestię tą rozstrzygnąć, na pewno w wielu przypadkach może dojść do tego typu patologii, nasze rozważania należałoby skupić jednak na zagrożeniach przed którymi uczeń się broni. Katalog byłby długi, jednak pytanie powinno brzmieć, czy nieodzowny. Czy we wszystkich przypadkach uczeń zmuszany jest do podjęcia działań składających się na termin samoobrona? Na szczęście istnieją jeszcze wyjątki, które do ściągania się nie uciekają, najczęściej są to osoby szczególnie zainteresowane danym przedmiotem. Jednak problem polega na tym, iż primo nie każdy nauczyciel potrafi zaciekawić, a secundo trudno znaleźć chyba przypadek osoby, która do wszystkich przedmiotów szkolnych pałała by tą samą szczerą i nieskalaną miłością.
      Schreiber nie ogranicza się jednak do psychologicznej analizy zjawiska ściągania. Podejmuje również próbę stworzenia własnej typologii ściąg, przedstawiając ich podział ze względu na cel, treść, czy też fakt czy były pisane samodzielnie, czy też pochodzą od osób trzecich. Opisuje również takie zjawiska, jak handel ściągami, także podejmuje problem korepetytorów, jako dostawców ściąg. W tym przypadku można stwierdzić z niekłamaną radością, iż jednak przez ostatnie 70 lata zaszły pewne pozytywne zmiany w polskim społeczeństwie. Mam tutaj na myśli wspomniane powyżej zjawisko, a mianowicie problem korepetytorów, jako dostawców ściąg. Należy stwierdzić z pewną dozą ostrożności, iż obecnie korepetytorzy nie pełnią tego typu nagannej funkcji. Chociaż patrząc na problem z drugiej korepetytorzy również obecnie przekraczają pewne etyczne granice związane z ich profesją.
      Najciekawszym z pewnością elementem z pracy Schreibera są rozdziały, w których stara się on opisać najbardziej wyrafinowane sposoby uczniowskiego ściągania. Do jednej z bardziej banalnych metod szyfrowania ściąg zalicza się użycie alfabetu greckiego, czy też alfabetu Morse’a. Już te przykłady świadczą o fakcie, iż pomysłowość uczniowska była w dwudziestoleciu międzywojennym dużo bardziej rozbudzona, niż w erze komputerów, drukarek i przeźroczystych folii. Autor opisuje różnego typu tajne alfabety stworzone przez uczniów tylko na potrzeby ściągania. Dzięki lekturze opisywanej książki możemy poznać chociażby tajemnicę alfabetu opartego na czteropunktowym rozmieszczeniu znaków x i o, w założeniu przypominającym alfabet Braille’a. Moim zdaniem jednak najbardziej wyrafinowaną metodą szyfrowania ściąg jest korzystanie z zapisu nutowego. Człowiek XXI wieku pomimo niekłamanego podziwu i odrobiny poczucia niższości zada sobie jednak pytanie: czy to oby nie jest przerost formy nad treścią?
      Przerostem formy nad treścią nie jest z pewnością książka Schreibera. Autor w sposób niezwykle barwny i interesujący przedstawia wszystkie elementy związane z zagadnieniem funkcjonowania ściągi w praktyce szkolnej. Oczywiście dzieło posiada spory walor historyczny, ponieważ opisuje czasy, o których dzisiejsi uczniowie posiadają jedyne mgliste pojęcie oparte na wiedzy przekazanej im przez współczesną szkołę. Jednak z pewnością lektura opisywanej książki zmusiłaby ich do refleksji, iż żyjąc w erze Internetu i telefonów komórkowych posiadają jednak wiele cech wspólnych z młodzieżą dorastającą w okresie gdy na ulicach królowały nader rzadkie automobile, a radiofonia zdawała się być największą zdobyczą ludzkości. Oczywiście polecenie dzieła poświęconego ściągom młodzieży w wieku szkolnym byłoby propozycją zapewne dosyć kontrowersyjną, dlatego też nie rozstrzygając tej kwestii chciałbym książkę tę polecić przede wszystkim nauczycielom, wykładowcom oraz studentom kierunków humanistycznych. Doprawdy warto zapoznać się z wieloma, pomimo upływu czasu nadal aktualnymi, spostrzeżeniami Ignacego Schreibera i delektując się piękną polszczyzną oraz klarownością przedstawiania myśli dumać nad niezmiennością świata uczniowskiego.   

Bartosz Machalica