- Informacje ogólne
- Rekrutacja
- Plan studiów
- Konspekty wykładów
- Studia podyplomowe
- Biblioteka
- Przydatne linki
- TV EDUSAT
- Zamiejscowe sale wykładowe
- Kontakt
Harold Benjamin - Edukacja jaskiniowców
Edukacja jaskiniowców
Ta nieduża książeczka wyda się zabawna każdemu, komu jego własny kontakt ze szkołą, lub kontakt jego dzieci dostarczył, jak mało logiczna jest instytucja szkoły, której misją przecież jest uczynić świat i jego odbicie w umysłach uczniowskich całkowicie logicznymi. Tak oto Krzysztof Kruszewski rozpoczyna komentarz do pierwszego polskiego wydania książki Harolda Benjamina „Edukacja jaskiniowców”. I jest to doprawdy komentarz niezwykle celny, oddający w pełni największe walory tej niewielkiej objętościowo książeczki.
Rzecz dzieje się w meksykańskim kurorcie Tijuana. Richard Wayne spotyka swojego wykładowcę z czasów akademickich, który racząc się koktajlami z tequilą wygłasza serię wykładów dotyczących tytułowego zagadnienia, a mianowicie owej tajemniczej edukacji jaskiniowców.
I tak oto z baru dla zblazowanych gringos przenosimy się w dziewiczą erę systemu oświaty, kiedy to na karty dziejów (a raczej pradziejów) wkracza Ten-Który-Robi-Nowe-Tłuki-Pięściowe – dla wygody zwany Nowym Tłukiem. Właśnie od idei owego ojca jaskiniowej oświaty poczynając prześledzimy wszystkie istotne etapy rozwoju jaskiniowego szkolnictwa. Od Wielkiego Tłuka po złowrogo brzmiące problemy z paleolityczną młodzieżą.
Oczywiście nie trzeba chyba wspominać, iż wszystkie te jaskiniowe wykłady stanowią jedną wielką parabolę mającą na celu ukazanie całkiem współczesnych cech systemu oświaty. Zresztą oddajmy głos samemu autorowi, który w przedmowie do swojej książki sam zawarł sugestię, iż pod fantastyczną i dziwaczną powłoką zewnętrzną kryją się pewne sugestie teoretyczne, które nie są zupełnie bez znaczenia. Ja powiedziałbym więcej pod całą historią jaskiniowego systemu edukacji kryje się opis mechanizmów, które mają dla współczesnej oświaty znaczenie bezmiar zasadnicze.
Wróćmy jednak do początku, czyli do owego mitycznego Wielkiego Tłuka – praojca paleolitycznej edukacji, w sensie jak najbardziej dosłownym, gdyż to właśnie Tłuk, który nie bał się w przeciwieństwie do swoich towarzyszy bólu i wysiłku myślenia wpadł na pomysł aby dzieci poddać trwałej i systematycznej edukacji. Przedmioty przez niego zaproponowane były zdecydowanie praktyczne i dotyczyły takich niezbędnych umiejętności, jak łowienie ryb gołymi rękoma, czy odpędzanie tygrysa szablozębnego ogniem. Życie w jaskiniowej krainie toczyłoby się zapewne bez większych zakłóceń, gdyby nie zmiana klimatu, która doprowadziła groźne niegdyś tygrysy na skraj wymarcia, czego konsekwencją był fakt iż przestały one stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla tubylców. Oczywiście uczniowie jak za dawnych przedlodowcowych lat uczyli się nadal odstraszania tygrysów za pomocą ognia, pomimo iż przestały one stanowić jakiekolwiek zagrożenie dla społeczności. Pojawiły się natomiast agresywne niedźwiedzie lodowcowe nie bojące się w ogóle ognia, co powodowało iż tradycyjne metody odstraszania tygrysów nauczane w szkole stały się w ich przypadku zupełnie nieskuteczne. Na szczęście dla jaskiniowego społeczeństwa jeden z członków plemienia opracował metodę, która poprzez tworzenie pułapek oddaliła zagrożenie ze strony niedźwiedzi. Oczywiście od razu wysunięto propozycję, ażeby owej praktycznej i przydatnej w życiu codziennym umiejętności zacząć nauczać również w szkole. Jednak tutaj edukacyjnych postępowców spotkała niemiła niespodzianka. Starzy mędrcy kierujący szkołą uśmiechnęli się tylko pobłażliwie, stwierdzając, iż to nie byłaby edukacja a jedynie… szkolenie.
Jakże często ów zarzut szkolenia, a nie edukacji pada obecnie z ust wielu konserwatystów, którzy stan zastany uważają za najlepszy, nie zważając na fakt, iż otaczająca ich rzeczywistość ulega permanentnym zmianom. Już chociażby przytoczony powyżej przykład dotyczący pierwszych jaskiniowych programów nauczania może uświadomić nam, jak celne i obrazowe są uwagi Benjamina. Pozwalają one nam spojrzeć z szerszej perspektywy na wiele prawideł również współczesnego systemu oświaty. A trzeba zaznaczyć, iż historia opisywana przez autora Edukacji jaskiniowców nie kończy się na pierwszych nieudanych zresztą próbach dostosowania programu nauczania do zmieniającej się rzeczywistości.
Kolejna próby reformy programu nauczania poszła już jednak niestety w innym kierunku. Dotyczyła ona przedmiotu odstraszanie tygrysów za pomocą ognia. Teraz miano nauczać tej umiejętności przy użyciu prawdziwych tygrysów. Zostały one sprowadzone z dalekich krajów, były to jednak ostatnie okazy tej rasy bezzębne, głuche, niemal ślepe zamknięte w klatce mrugały tylko zmęczone gdy piszczące dzieci wymachiwały pochodniami przed klatką. Nie trzeba chyba dodawać, iż praktyczna wartość tego typu zajęć była zerowa, zaś umiejętności zupełnie oderwane od rzeczywistości. Przykład ten może powinien zmusić nas do refleksji, czy jakoby współczesna szkoła nie odeszła już tak daleko od swojego pierwotnego – związanego z codziennym życiem programu – iż wszelkie reformy, mające przybliżyć program nauczania do standardów życia zawodowego chybiają celu ze względu na swą powierzchowność. Autor zdaje się sugerować nam, iż obecne rozwiązania w niedostatecznym stopniu wracają do źródeł co powoduje, iż ich rzeczywiste efekty są dużo mizerniejsze od założonych.
Benjamin krytykuje również samych pedagogów, sugerując iż sama pedagogika zbytnio odeszła od swojej pierwotnego praktycznego powiązania ze szkołą. Już w czasach edukacji paleolitycznej pedagogowie byli pogardzani przez autorów takich uczonych dzieł jak Element Mistyczny w Trzaskających Głowniach A Wąsy Tygrysa. Jednak niestety jaskiniowi pedagodzy postanowili nawiązać do owych zawiłych prac, a także dokonali zdecydowanego unaukowienia swojej dziedziny wiedzy. Czy w tym przypadku można się zgadzać z zarzutami Benjamina, ocenę zostawiam samym zainteresowanym. Jest to na pewno kwestia wielce złożona, zaś wszelkie uproszczenia mogą zamydlać tylko obraz, jednak warto zapoznać się niezwykle interesującym w swej prostocie wywodem autora.
Oczywiście ocenę trafności paraboli Benjamina należy zostawić samym czytelnikom. Jedna rzecz nie podlega z pewnością żadnej dyskusji, książka ta na pewno nie pozostawi nikogo obojętnym. Trzeba nadmienić, iż część środowiska pedagogicznego przyjęła książeczkę Benjamina nieprzychylnie. Miało to miejsce w okresie dla wielu równie zamierzchłym co czasy Wielkiego Tłuka, czyli jeszcze przed drugą wojną światową. Jednak o jej niewątpliwej ponadczasowości świadczy z pewnością renesans jej popularności, jaki nastąpił w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. To wtedy zyskała ona sporą popularność i stała się dziełem niezwykle chętnie cytowanym. Jej spore fragmenty trafiły nawet do niezwykle popularnego w Wielkiej Brytanii wyboru tekstów przygotowanego przez Uniwersytet Otwarty do studiowania przedmiotów pedagogicznych związanych z programem nauczania.
Już sam ten fakt może stanowić doskonałą rekomendację recenzowanej książeczki. Piszę książeczki, gdyż jest to doprawdy dzieło niewielkie, liczące 87 stron, co w moim odczuciu może stanowić tylko kolejną zachętę do zapoznania się z koncepcją Benjamina. Jednak najważniejszą jej zaletą jest przede wszystkim całościowe ujęcie istoty systemu nauczania, co zostało uczynione w formie niezwykle zabawnej i sugestywnej. Z pewnością warto sięgnąć po Edukację jaskiniowców, chociażby po to ażeby zastanowić się nad kwestią, czy przypadkiem nasza szkoła nie naucza odstraszania tygrysów szablozębnych w sytuacji, gdy stanowią już tylko wspomnienie odległej przeszłości. Odpowiedź na to pytanie pozostawiam już czytelnikowi, których potencjalne grono jest bardzo szerokie: na studentach pedagogiki poczynając, poprzez nauczycieli, a na pracownikach naukowych kończąc. Z pewnością każdego książka ta zmusi do twórczej refleksji nad istotą wybranej przez siebie profesji.
Bartosz Machalica








Stypendia 2008/09
